top of page

Ambitna mapa nieba. „Mitologia Słowian” Aleksandra Gieysztora

  • 13 lip
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 12 sie

Klasyk, który z okruchów źródeł próbuje zrekonstruować cały system wierzeń. Właśnie ten rozmach jest jego największą siłą i głównym źródłem ryzyka.


Jeśli Pełka porządkował istoty późnego folkloru, Gieysztor robi coś zupełnie innego: próbuje narysować nad nimi całe niebo. Nie zbiera tylko imion bogów. Szuka struktury, zależności i logiki religii, po której zostały skąpe i nierówne ślady. „Mitologia Słowian” należy do najważniejszych polskich książek o przedchrześcijańskich wierzeniach Słowian właśnie dlatego, że podejmuje ryzyko rekonstrukcji, zamiast zatrzymać się na katalogu wiadomości. To czyni ją fascynującą. I każe stale pytać, gdzie kończy się źródło, a zaczyna model badacza.


Wide angle view of a traditional Slavic ritual site
Aleksander Gieysztor, „Mitologia Słowian”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, wydanie elektroniczne. Ebook opiera się na rozszerzonej edycji z 2006 roku

Mitologia Słowian - Co to za książka?

Aleksander Gieysztor, należący do grona najwybitniejszych polskich badaczy średniowiecza. Opublikował książkę po raz pierwszy w 1982 roku w popularnej serii „Mitologie świata” Wydawnictw Artystycznych i Filmowych. Popularny format jest tu trochę mylący. Jak podkreśla Karol Modzelewski we wstępie do późniejszego wydania, nie była to zwykła praca popularnonaukowa, lecz autorska próba nowej interpretacji przedchrześcijańskich kultów Słowiańszczyzny. Gieysztor łączy historię i archeologię z językoznawstwem, etnografią, antropologią kulturową i religioznawstwem porównawczym. Książka okazała się przy tym niezwykłym sukcesem czytelniczym: dwa wydania z 1982 i 1986 roku osiągnęły łącznie blisko dwieście tysięcy egzemplarzy.


Najpierw wybór wydania

I tu pierwsza rzecz, którą warto wiedzieć przed zakupem. Dwa pierwsze wydania były niemal całkowicie pozbawione aparatu naukowego. Dołączono podstawową bibliografię, ale zrezygnowano z przypisów, bo taki był wymóg popularnej serii. Powstał paradoks idealnie pasujący do tematów tej strony: książka o tym, skąd można wiedzieć cokolwiek o religii dawnych Słowian, przez lata nie pokazywała czytelnikowi własnej drogi do źródeł.

Recenzowany przeze mnie ebook Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego opiera się na rozszerzonej edycji z 2006 roku. Aparat badawczy nie został po prostu „dopisywany” po śmierci autora. Część przypisów i bibliografii Gieysztor przygotował lub naszkicował sam z myślą o planowanym wydaniu niemieckim; część Aneta Pieniądz i wydawca odtworzyli na podstawie zachowanych notatek. Do tego dochodzą wstęp Karola Modzelewskiego, wprowadzenie Anety Pieniądz, posłowie Leszka P. Słupeckiego oraz dodatkowe teksty Gieysztora. Jeśli masz wybór między starym przedrukiem a wersją z aparatem naukowym, wybierz tę drugą. W książce o tak śmiałych rekonstrukcjach możliwość sprawdzenia, z czego wyrasta argument, jest częścią samej lektury.


Serce książki: odwaga rekonstrukcji

Jednym z najważniejszych narzędzi Gieysztora jest trójfunkcyjny model francuskiego badacza Georges’a Dumézila. Według której dawne religie i mity ludów indoeuropejskich często układały się wokół trzech podstawowych funkcji społeczno-religijnych:

  1. władza i sacrum — prawo, magia, zwierzchnictwo, porządek religijny;

  2. wojna i siła — wojownicy, przemoc, obrona, zwycięstwo;

  3. płodność i dobrobyt — urodzaj, bydło, bogactwo, życie gospodarcze.

Gieysztor nie używa jednak tego schematu jak gotowej tabeli, do której wystarczy wpisać słowiańskie imiona. Sam podkreśla, że funkcje mogą się zacierać, nakładać i wychodzić poza swoje granice, a materiał lokalny oraz historyczna zmiana muszą pozostać widoczne.


Weles świetnie pokazuje, jak ta metoda pracuje i jak potrafi zmusić badacza do zmiany pierwszego przyporządkowania. Vladimir Toporov, zestawiając nazwę Welesa ze słowami związanymi z mieniem i własnością oraz biorąc pod uwagę określenie „bóg bydła”, umieszczał go początkowo w trzeciej funkcji, gospodarczej. Gieysztor nie zatrzymuje się na tym rozwiązaniu. Po zebraniu źródeł, kontekstów przysięgi, magii, zaświatów i folkloru dochodzi do propozycji, by Welesa widzieć bliżej pierwszej funkcji, w analogii do Waruny i zestawia go z Perunem w ważny dwubiegunowy układ. Od razu zastrzega: analogia nie oznacza tożsamości, a kompetencje bóstw przekraczają granice modelu. To dużo ciekawsze niż prosta tabela bogów, bo pokazuje rekonstrukcję w ruchu.


Cena tej odwagi

I tu pojawia się cena tej odwagi. Rekonstrukcja porównawcza pozwala dostrzec związki, których nie widać w pojedynczych kronikarskich wzmiankach, ale nieuchronnie wypełnia część luk modelem. A słowiańskich źródeł jest mało, są nierówne, późne albo pochodzą od zewnętrznych obserwatorów. Im elegantsza struktura zaczyna się z nich układać, tym ważniejsze staje się pytanie, czy patrzymy jeszcze na materiał, czy już na konstrukcję badacza.

To zastrzeżenie nie jest wymierzone przeciw Gieysztorowi. Wprost przeciwnie: późniejsze wydanie samo daje czytelnikowi narzędzia do takiej kontroli. Karol Modzelewski zauważa, że z czasem osłabła atrakcyjność teorii Dumézila, którą Gieysztor traktował jako ważny punkt odniesienia, lecz nie bez zastrzeżeń. Posłowie Leszka P. Słupeckiego pokazuje zaś, co zmieniło się w badaniach po pierwszym wydaniu książki. Dlatego czytam „Mitologię Słowian” jak błyskotliwą hipotezę o kształcie słowiańskiego nieba, a nie jak jego fotografię. To nie osłabia książki. Pozwala zobaczyć myślenie uczonego razem z miejscami, w których jego konstrukcję można dziś poddać próbie.


Odważny, ale kontroluje własne hipotezy

Dobrze widać to przy tzw. polskim Olimpie Jana Długosza, czyli jego próbie opisania dawnych polskich bóstw na wzór antycznego panteonu. Gieysztor nie przyjmuje wszystkich nazw jednakowo. Ładę i Jeszę uznaje za wywodzące się z refrenów pieśni, natomiast w innych przekazach dostrzega możliwe „ziarenka” starszego materiału, czego przykładem jest zestawienie Mareny-Moreny z obrzędową kukłą topioną na przedwiośniu. Jeszcze ostrożniej wygląda sprawa Lela i Polela: Polel może być wtórnym zdwojeniem, ale sam Lel ma zdaniem Gieysztora szersze konotacje wierzeniowe i nie daje się po prostu zamknąć jako pusty przyśpiew. To dobry przykład jego metody. Stare źródło nie dostaje automatycznie pieczęci prawdy, lecz również sceptycyzm nie zwalnia z pytania, czy pod późnym zapisem nie zachował się fragment starszej tradycji.


Metryczka

Autor:  Aleksander Gieysztor, mediewista

Recenzowane wydanie:  ebook Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego, ISBN 978-83-235-2556-1

Podstawa edycji:  rozszerzone wydanie WUW 2006; pierwodruk 1982

Ta edycja:  z przypisami, rozbudowaną bibliografią, wstępem Karola Modzelewskiego, wprowadzeniem Anety Pieniądz i posłowiem Leszka P. Słupeckiego

Gatunek:  autorska naukowa rekonstrukcja mitologii

Dla kogo:  dla czytelników, którzy chcą wejść głębiej niż w katalog bóstw; nie na pierwszy kontakt z tematem

Poziom:  wymagający; język elegancki, lecz specjalistyczny

Rekomendacja:  klasyk obowiązkowy do poznania. Czytać jako wpływową rekonstrukcję i sprawdzać, gdzie kończy się źródło, a zaczyna model.


Dla kogo i jak czytać ją z Pełką?

Najlepiej ustawić te dwie książki obok siebie, bo wykonują inną pracę. Pełka porządkuje demonologiczny materiał późnego folkloru: bliski codziennemu doświadczeniu, regionalny, gęsty od wariantów. Gieysztor próbuje cofnąć się znacznie głębiej i z fragmentarycznych świadectw zbudować obraz religijnego systemu. Pierwszy pomaga zobaczyć, co zapisano o istotach i praktykach ludowych. Drugi pyta, jaka struktura mogła łączyć bogów, funkcje i mity. Jeśli interesujesz się słowiańszczyzną na poważnie, warto znać obie perspektywy. Gieysztora czytałbym wolno, z przypisami i posłowiem pod ręką, wracając do rozdziałów wtedy, gdy interesuje cię konkretny problem.


Dlaczego stoi na mojej półce?

Pełka daje mi gęsty materiał folklorystyczny. Gieysztor daje coś innego: sposób myślenia o systemie. Dla autora fantasy to cenna lekcja, bo świat wierzeń przestaje być workiem efektownych imion. Zaczyna mieć napięcia, hierarchie, kompetencje bóstw, obrzędy i miejsca, w których jedna zasada wchodzi w konflikt z drugą. Nie przenoszę jednak rekonstrukcji Gieysztora do Siewry jako „prawdziwej religii Słowian”. Podpatruję rozmach i pytania, które stawia. Odpowiedzi dla „Krzywej Wieży” biorę już na siebie. To ta sama umowa, której pilnuję na całej stronie: źródło, hipoteza badacza i fikcja autora muszą pozostać rozpoznawalne.

 

Listy spod Wieży

Raz lub dwa razy w miesiącu piszę o dawnych wierzeniach, pracy nad „Krzywą Wieżą” i o książkach z „Półki spod Wieży”. Bez codziennego hałasu i seryjnych reklam.

 

Komentarze


bottom of page